
...Wracając do boksu i do Szymborskiej: zaskoczyła ta śmierć jak Zima Mickiewicza w uprzęży niedojrzałości klasycyzującej: narodom miejskim pora błoga służby publiczne, tajne i dwupłciowe zaskakuje tradycyjnie co roku w Polsce, tak niespodzianie w Sztokholmie przypadła na Leona wieść o zgonie laureatki spełnionej a sędziwej, za życia zaś nie osądzonej za zbrodnię podjudzania obżydliwego do zamordowania biskupa katolickiego Kaczmarka, ten zaś Leon zamiast szyję owinąć szalem, bo szyja to ciepłe słowo w żargonie żydowskiem (sam znałem w Czeladzi żyda, miał domek z ogródkiem przy drodze wiodącej od Rynku do Grodźca, po lewej stronie, przy bardzo krótkiej, ul. Wesołej) poradził mi na fejsbuku, żebym się leczył, bo zdaniem Leona Szymborska jest wielka a on się na tym zna lepiej ode mnie tak samo jak i na kabale, Kropka. Mickiewicz natomiast w Odzie do młodości z młodzieńczą szczerością adepta kielni i młotka klepie: Takie widzi świata koło, Jakie tępymi zakreśla oczy... Tymczasem Herbert nie jest już w 1985-tym roku zastraszany przez żydokomunę płaz w skorupie, skoro jesteśmy przy włosach, Zbigniew Herbert odkrywa się wtedy nieco dla potrzeby Jacka Trznadla, który zbiera materiał do książki "Hańba domowa" i Poeta wiedząc, że książka ta ukaże się w paryskiej Kulturze u Giedroycia mówi nie ot tak sobie a Muzom, lecz do tuby Giedroycia: "- Włosy stają na głowie, do jakiego stopnia władza ludowa pogardzała ludem, czym go karmiła. A lud ma stalowe nerwy, w okresie Solidarności okazał się znacznie inteligentniejszy, niż mogli sobie wyobrazić manipulatorzy. I to było dla nich wielkie rozczarowanie i zaskoczenie" (op cit. 230) .
czytaj dalej